wtorek, 15 kwietnia 2014

Alicja- sunąc po klawiszach

Za oknem zapadał zmierzch, w pokoju panował półmrok, był oświetlany jedynie przez ogień tańczący w kominku. Włosy Ariel, wyglądały jak płomienie, kiedy jasny blask oświetlał jej głowę. Stała przy oknie i wpatrywała się w ciemność, a Izka siedziała na kanapie.  
 Zasiadłam do pianina i nie zastanawiając się, zaczęłam <a href="https://www.youtube.com/watch?v=xIaU7oL2NyM">grać</a>, a kiedy doszłam do pewnego momentu, zaczęłam także nucić, z początku ciszej, a potem mój głos wypełnił cały pokój. Śpiewałam starą, irlandzką kołysankę - <a href="https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=ROPKDUBFsEc">Noble Maiden Fair</a>, przy której usypiałam całe dzieciństwo.

<i>A naoidhean bhig, cluinn mo ghuth
Mise ri d' thaobh, O mhaighdean bhan
Ar righinn oig, fas as faic
Do thir, dileas Fein
A ghrian a's a ghealaich, stuir sinn
Gu uair ar cliu 's ar gloire
Naoidhean bhig, ar righinn go
Mhaighdean uashaill bhan</i>

 Uśmiech zagościł na mojej twarzy, kiedy śpiewałam. Moje palce zatańczyły ostatni raz na klawiszach, kiedy do pokoju weszła Matylda. 
Wstałam i wygładziłam pożyczoną od niej czerwoną spódnicę, a następnie odezwałam się:
 - Matyldo, mam propozycję. Nie znam tu wszystkich, nie wiem, skąd, to znaczy z jakiej baśni wyszli i podejrzewam, że nie każdy zna każdego do końca... - zaczerpnęłam tchu - więc może zwołałabyś...hmmm... naradę? wieczorek zapoznawczy?, żeby każdy mógł się ogarnąć? - skończyłam swój wywód. 
(Matyldo? Izka/? Ariel?)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Anders- rozmowa

 - Masz tutaj całkiem nieźle urządzone - zauważyłem, rozkładając się na łóżku Matyldy. Byłem zmęczony podróżą, ale nie mogłem odpuścić sobie "rozmowy z nią w cztery oczy". Dziewczyna stała przy oknie, obserwując i rozmyślając. Odwróciła się w moją stronę.
 - Całkiem nieźle? - udawała zbulwersowaną, ale wyczułem, że była raczej rozbawiona. - Tyle czasu spędziłam projektując to wszystko, a ty mówisz "całkiem nieźle"? - złapała poduszkę i cisnęła nią w moją stronę. Nie zdążyłem zrobić uniku i poduszka trafiła mnie w sam środek twarzy. Nie zostałem dłużny i rozpętała się prawdziwa bitwa. Byłem pewny, że słyszeli nas w całym domu. W pewnej chwili Matylda zatrzymała mnie gestem i spojrzała mi w oczy.
 - Anders… - zaczęła, gdy zdała sobie sprawę, jak blisko siebie się znaleźliśmy. Podczas mini-potyczki przemieściła się tak bardzo, że teraz praktycznie na mnie leżała. Zmierzyłem ją wzrokiem i uśmiechnąłem się zalotnie, lecz niepewnie. Mati speszyła się, ale nie wstała. Objąłem ją w talii i pocałowałem. Zaczęło się robić gorąco, nasze oddechy przyspieszyły, a oczy i dłonie błądziły po niezbadanych do tej pory terytoriach. Nagle ona spięła się, nie pozwalając mi kontynuować. - Anders, zanim zaczniemy… jedna rzecz nie daje mi spokoju.
Ciężko nabierałem powietrza, z trudem się od niej oderwałem. Pociągała mnie jej sylwetką - smukła, ale wysportowana. Nie wiedziałem, po co zwlekać, ale skoro chciała…
 - Nie wyjaśniłeś mi jeszcze - zaczęła tonem, od którego od razu zrobiło mi się zimno. Cała atmosfera prysła. - sprawy magii krwi.
Westchnąłem ciężko. Cóż zrobić, ot - kobiety!
 - Mati, skoro naprawdę musimy o tym rozmawiać w takim momencie… I skoro naprawdę chcesz wiedzieć… Skoro musimy przez to przechodzić po raz drugi… Skoro…
 - Przejdź do rzeczy.
 - Bałem się, Mati. Bałem się, że nie będziesz chciała. Znałaś ryzyko, wiedziałaś, co się mogło zdarzyć. Dopiero cię uczyłem, nie byłem jeszcze pewien twoich możliwości. Poza tym… - głos lekko mi drgnął, skarciłem się w myślach za tę chwile słabości. Musiałem udawać wrażliwego, ale emocje zaczynały brać górę nad rozsądkiem. - Myślałem, że jeśli nie powiem ci o tym, odsunę to jakoś od nas. Że to przestanie być magia krwi, która zrujnowała mi życie - jeszcze w życiu nie powiedziałem większego kłamstwa. Tchórzostwo z tchórzostwa było gorsze niż tchórzostwo w afekcie, więc wolałem tę drugą, fałszywą wersję. - Wiedziałem, że będziesz chciała ją uratować, ale czy za taką cenę?
Dziewczyna przyglądała mi się niepewnie. Nie wiedziałem, czy wyczuła kłamstwo. A co jeśli tak? Ona tylko uśmiechnęła się boleśnie, pocałowała mnie przelotnie, wstała, ogarnęła się i wyszła z pokoju. Leżałem jeszcze długo w rozpiętej koszuli, przyglądając się miejscu, gdzie jeszcze niedawno widziałem tę nieprzewidywalną, cudowną postać.

sobota, 29 marca 2014

Obywatelki i Obywatele!

Pragnę zauważyć, że ostatnie opowiadanie (nie licząc mnie, Festus, Alistaira, Andersa i nowo przybyłej Alicji) napisała Izka a było to 2 marca, czyli prawie miesiąc temu. Pisałam, że jeżeli ktoś nie będzie pisał dłużej niż miesiąc to po prostu go usunę, a ponieważ nie chcę tego robić apeluję by każdy z was napisał nawet najkrótsze opowiadanie. Macie przecież dużo tematów. Jak minęła podróż? Co robicie u mnie w domu? Może co o kim myślicie? Co chcecie. Bardzo proszę :)

 Matylda

niedziela, 23 marca 2014

Matylda- wreszcie w domu

Otworzyłam ciężkie napuchnięte powieki, których nie udało mi się zmrużyć przez całą noc. Zegarek wyświetlał 7:36. Wstałam i wciągnęłam na siebie świeże ubrania. Czerwona bluza z kapturem, którą dostałam na 10-te urodziny od babci, znoszone jeansy i czarna koszulka. Chwyciłam torbę i płaszcz po czym wyszłam z pokoju. Drużyna zaczynała się zbierać. Al flirtował z Izką, Anders tłumaczył coś Kinnat, reszta stała po kątach. Gdy wyszłam wszyscy spojrzeli na mnie milknąc na chwilę. Pogarda. To rysowało się w ich oczach. Zamroziłam Festus prawie doprowadzając do jej śmierci. Byłam niebezpieczna. Śnieżka weszła do salonu rozpromieniona.
-Mam kluczyki. Możemy jechać. Wszyscy spakowani?- pokiwaliśmy głowami. Ja usiadłam za kółkiem mojego samochodu- Festus swojego. Ze mną pojechali: Anders, Ariel, Kaan i Alicja. Z Festus: Alistair, Kinnat, Izka i Al. Tym razem z oczywistych względów w aucie było luźniej. Z tyłu usiedli Kaan i Anders debatując o czymś zawzięcie, w środku Alicja przysłuchując się im a obok mnie Ariel mając zapewne nadzieję na milczącego towarzysza. Trafiła dobrze. W drugim samochodzie również zajęto miejsca i wyjechaliśmy spod domu Festus. Dłonie zaciskane na kierownicy zaczęły mi mięknąć po dłuższym (jak mi się zdawało) czasie. W istocie było to jakieś 15 minut. Zdążyliśmy już opuścić granice Torunia gdy poczułam, że coś mi chyba umknęło. Był to spory kawałek trasy. Zasnęłam! Zerknęłam w stronę Ariel ale tego nie zauważyła. Zamrugałam kilka razy i podgłośniłam radio. Poczułam na plecach spojrzenia. Drzewa za oknami przewijały się szybko zlewając w jedną smugę. Czerwonowłosa zaczęła stukać palcem w kolano w rytm muzyki. W lusterku wciąż widziałam samochód. Jechał za nami od miasta. Przyspieszyłam trochę a czerwone auto za mną. Zaczęłam nabierać prędkości ale nie mogłam go zgubić. Nie wiem czego ode mnie chcieli! Poczułam dłoń na moim ramieniu.
-Mati co ty robisz?- usłyszałam głos Andersa. Nagle przyszło mi do głowy, że właściwie nie wiem co robię. Zaczęłam zwalniać uświadomiwszy sobie, że jedzie za mną Festus z resztą paczki. Ktoś podał mi termos. W moje nozdrza uderzył zapach kawy. Wypiłam łapczywie parę łyków parząc sobie język. Do Barcina dojechaliśmy już spokojnie. Podjechałam pod bramę, wysiadłam i otworzyłam ją.Wjechałam do garażu. Rodziców nie było- pojechali na miesiąc w góry, a mój brat studiował w Krakowie. Wprowadziłam znajomych do domu. Izka od razu dorwała się do pianina a Alicja czekała na swoją kolej. Chłopacy rzucili się do kuchni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia a dziewczyny stały obok mnie z torbami czekając aż wskażę im miejsce gdzie będą mogły je zostawić. Uznałam, że Festus i Alistair będą spać w pokoju moich rodziców. Izka i Al u mojego brata a w pokoju gościnnym (w którym są 2 łóżka) zakwaterowałam Kaan'a i Kinnat. W moim pokoju łóżko było jednoosobowe a wolałam sama spać na materacu więc Alicję i Ariel musiałam zostawić w salonie na kanapach. Anders i ja mieliśmy spać w mojej sypialni. Zaniosłam moje rzeczy do pokoju. Wielki smok namalowany przeze mnie na ścianie ział ogniem paląc regały z książkami. Usiadłam w stosie poduszek leżącym obok nich. Przymknęłam na chwil,ę oczy. Pomyślałam mimo woli o babci. O tym co robiłaby teraz gdyby żyła. Ale nie żyła. Przestałam więc o tym myśleć. Do pokoju wszedł Anders uśmiechając się niepewnie.


pokój Matyldy


smok na ścianie :)


Festus- raport

Obudziłam się o świcie, przytulona do Alistaira. Spojrzałam na zegarek - było w pół do piątej. Wszyscy jeszcze spali. Spróbowałam delikatnie uwolnić się z uścisku mężczyzny, on jednak obudził się.
 - Co się dzieje, Festus? - zapytał zaspanym głosem.
 - Śpij, Alistair. Wszystko w porządku.
 - Dokąd się wybierasz? - drążył, już bardziej trzeźwy, gdy ubierałam elastyczne jeansy i ciemny golf z 3/4 rękawem.
 - Muszę odwiedzić przełożonych, wrócę z samochodem przed wyjazdem - zapomniałam wspomnieć, że jedyne auto, jakie miałam, stało w garażu agencji od ostatniej akcji. Byłam bardzo ciekawa, na jaki kolor przemalowali je tym razem.
 - Chcę iść z tobą - powiedział, po czym zaczął się gramolić z łóżka.
 - Nie mogę cię zabrać, naprawdę…
 - Nie możesz iść sama!
 - Dlaczego niby nie?
 - Wiesz przecież, że ktoś na nas poluje.
 - Dam radę, nie robię tego po raz pierwszy.
Alistair usiadł, niezadowolony. Kącik ust uniósł mi się w półuśmiechu.
 - Nie martw się. Wrócę, zanim zdążysz powiedzieć: "Festus, co się do cholery z Tobą dzieje?"
 - Bardzo zabawne - odparł tym swoim lekkim tonem, ale wciąż pozostał markotny.
Przywiązałam linę, puściłam do niego oczko i wyszłam oknem.
Toruń rozjaśniał się pomału łuną wschodzącego Słońca. Idąc, zastanawiałam się nad całą tą sytuacją. Wyjeżdżam i nie wiem, kiedy wrócę. Właściwie po co? Przecież tutaj mam takie cudowne życie: stałą pracę, uczelnię, nawet wypasione mieszkanie. Dlaczego miałabym chcieć zostawić to dla ludzi, których ledwo znałam?
Odpowiedź sama cisnęła mi się na usta: Przygoda! To było to, o czym zawsze czytałam w książkach, w co grałam w grach, co opisywałam w swoich opowiadaniach. Przygoda czekała na mnie, tam - z Matyldą, Ariel, Izką, Alistairem… Właśnie, Alistair. Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyliśmy, a ja nie wiedziałam, czy to, co do niego czuję, jest tym, co on czuje do mnie. Wydawało mi się, jakbyśmy znali się od bardzo dawna. Jakbyśmy razem dorastali, wśród drzew i szczęku stali. Ale to przecież było niemożliwe - równie bez sensu, jak ta historia z Causlandami. A może jednak? Eh, jakie to trudne…
Gmach agencji wyglądał równie niepozornie, co ulica, na której się znajdował. Tylko nieliczni wiedzieli, że mieściła się tam fabryka z mini elektrownią nuklearną, gdzie eksperymentowano zarówno na zwierzętach, jak i ludziach. Budowaliśmy chodzące, człekopodobne maszyny, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Testowaliśmy latające deskorolki, jetpacki i narkotyki, dziesiątkujące ludność Afryki. No i oczywiście kradliśmy technologie innym siatkom szpiegowskim. Wszystko dla Bossa.
Weszłam do środka głównymi drzwiami. Główny hol wyglądał jak każde wejście do ogromnej korporacji, z fontanną na środku, małą kawiarenką po lewej i windą naprzeciwko drzwi. Po prawej mieściła się recepcja. Zapytałam o Nicolasa, a uśmiechnięta kobieta w ołówkowej spódnicy odesłała mnie do podziemnych garaży. Zanim się odwróciłam, dostrzegłam jeszcze parę noży ukrytych w mało widocznych fałdach jej koszuli.
W przeszklonej windzie leciała uspokajająca muzyczka. Wcisnęłam odpowiedni przycisk i zjechałam w dół. Po chwili usłyszałam charakterystyczne "ding!" i zasuwa się otworzyła.
 - Przytrzymaj tutaj, Garret. Tak, dobrze… jeszcze odrobinę… - w progu usłyszałam głos Nicolasa, naszego mechanika. Wszyscy tak na niego mówili, porównywali go do słynnego Flamela od Kamienia Filozoficznego, ponieważ z niczego potrafił zrobić prawdziwie "złote" rzeczy.
 - Czołem, Nicolas! - krzyknęłam. Mój głos rozszedł się echem po pomieszczeniu. Weszłam głębiej i moim oczom ukazał się duży, wściekle czerwony, ośmioosobowy van z napędem na cztery koła.
 - Hej, Festus! - powiedział mechanik, wyjeżdżając spod samochodu.
 - Przyszłam zobaczyć jak idzie wam robota.
 - Już prawie kończymy - rzuciła luźno Garret, wyłaniając się zza maszyny i wycierając smar z rąk. Była asystentką Nicolasa, choć za ich plecami obstawialiśmy, czy nie są przypadkiem razem.
 - Cudnie! Czerwony, co? Przynajmniej nie sraczkowaty, jak ostatnio. Bo wiecie, wyjeżdżam z miasta… - zaczęłam z entuzjazmem, ale Nicolas mi przerwał.
 - Boss nie będzie zadowolony, miał dla ciebie jakąś dużą robotę.
 - Przynajmniej tak mówi się na gościńcu - zacytowała Garret z uśmiechem, a mi od razu przypomniał się Alistair. Żołądek wywrócił mi się do góry nogami.
 - Ugh, muszę do niego iść, prawda?
 - I koniecznie zdać raport. Masz wszystko?
 - Oczywiście, że mam - nie było dla nich ważne, co mam, tylko czy mam. O szczegółach się nie mówiło.
 - Dobra, wpadnę po auto za kwadrans - powiedziałam i już miałam odejść, gdy Nicolas chwycił mnie za nadgarstek.
 - Festus… Nie zaprzepaść takiej szansy. - szepnął i mnie puścił. Nie odwracając się, pobiegłam do windy.
Biuro Bossa znajdowało się na najwyższym piętrze, za pancernymi drzwiami. Ściany pomalowane były na ciemno-bordowy kolor, a sufit na czarno - zawsze miałam wrażenie, że wchodzę do piekła. Boss, czyli mój Szef, był wysokim, groźnym mężczyzną. Nikt nie potrafił inaczej zdefiniować jego wyglądu. Nikt nie śmiał też mówić o nim inaczej, jak Boss.
 - Oczekiwałem cię, Festus - zaczął niskim głosem, gdy weszłam. - Raportuj.
Opowiedziałam mu jak włamałam się do muzeum, wykradłam lusterko i jak dziwne stwory umożliwiły mi ucieczkę. Zatuszowałam cały udział reszty drużyny, ale nie zrobiłam tego dość umiejętnie. Mimo to, Boss nie drążył tematu, przyjął przedmiot i dokładnie obejrzał.
 - Doskonale - moje źrenice rozszerzyły się. TO ewidentnie był komplement, w dodatku z ust samego Bossa. - Festus, mam dla ciebie zadanie. Duże i trudne zadanie. Liczę na to, że nie zawiedziesz.
 - Bossie, ja… - jąkałam się. Nie pamiętałam, aby ktoś kiedykolwiek prosił go o wolne. - Ja chciałabym wziąć kilka dni…
Jego rysy nagle stały się twarde, a oczy zalśniły nieprzyjemnym, czerwonym blaskiem.
 - Rozumiem - przerwał mi. - Dokąd się udajesz?
 - Do Barcina - powiedziałam, już trochę pewniej.
 - Więc praca, jaką dla ciebie mam, będzie po drodze - uśmiechnął się paskudnie. Po plecach przeszły mi ciarki. - Nie dostaniesz wychodnego, ale zajmiesz się celem - podał mi brązową kopertę. - Tym razem twoim zadaniem będzie wyeliminowanie osoby, której dane masz w kopercie. Dowiedzieliśmy się, że znajduje się właśnie w tej okolicy. Po wykonaniu od razu przyjdź do mnie z raportem. Zapamiętaj, gdzie schowałaś ciało.
 - Tak jest - szepnęłam z zaciśniętym gardłem. Muszę kogoś sprzątnąć. Zostać mordercą.
 - Dziękuję Festus. Możesz już iść. Szerokiej drogi - powiedział na odchodne i odwrócił się ostentacyjnie do okna.
Wychodząc myślałam gorączkowo. Wszystko inne uciekło jakby na drugi plan. Miałam zabić swój pierwszy cel. Zostałam obdarzona ogromnym zaufanie, spotkał mnie zaszczyt - nie każdy w agencji zostawał killerem, a już na pewno nie z dnia na dzień. Co sprawiło, że Boss wybrał akurat mnie?
Odebrałam od Nicolasa kluczyki, pożegnałam się i odjechałam w stronę domu. Było w pół do ósmej, niedługo wszyscy zaczną się budzić. Na siedzeniu obok mnie leżała nieotwarta koperta - bałam się zajrzeć do środka. Postanowiłam nie mówić reszcie, chyba że ze mnie zaczną to wyciągać.
Tak jak myślałam, Alistair czekał na mnie przed budynkiem. Na widok czerwonego vana jego twarz zmieniła wyraz.

czwartek, 20 marca 2014

Nowy

Powitajmy pod naszymi skrzydłami Michała :) Choć to właściwie on ma skrzydła a nie my ;D


środa, 12 marca 2014

Alistair- plan wyjazdu

Rozmroziliśmy Festus i zjawiła się Alicja. Spadła od tak z dziury w suficie, która chwilę potem się zasklepiła. Rozmawialiśmy później długo. Matylda zapytała Festus czy ma samochód.
-Tak, dlaczego pytasz?
-Widzicie, mój samochód jest 9-cio osobowy. Gdy zjawił się Kaan zajął ostatnie miejsce a Alicja jest dziesiąta i tym samym potrzeba nam więcej miejsc.- Spojrzała na zegarek. Wskazywał 19:46.- I śmiem twierdzić, że powinniśmy się zbierać do swoich pokoi jeśli jutro rano mamy wyjechać.- wstała i wyszła do swojego pokoju. Reszta poszła w jej ślady. Stara Betty pokazała Alicji puste lokum a ja zabrałem Festus do jej sypialni. Światło zapaliło się gdy weszliśmy. Położyłem czarnowłosą na łóżku i usiadłem obok. Wtuliła się w mój tors drżąc z zimna. Leżeliśmy tak parę godzin. Wpatrywałem się cały czas w jej twarz. Ostre jak na kobietę rysy, które miał każdy Cousland. Była też uparta. Nie miałem wątpliwości, że była córką Arla Denerim- stolicy mojego państwa. Ale dlaczego żyła tutaj? To były pytania, na które odpowiedzi miałem dopiero otrzymać. Zasypiałem długo wsłuchując się w ciszę i ciszy szloch.