wtorek, 13 maja 2014

Festus- koperta

Biegłam przez las. Nie wiedziałam, przed czym uciekam. Za sobą słyszałam strzały, jakby ze starej dubeltówki. Przedzierałam się przez wysokie do kolan krzaki, raniąc kolana nieosłonięte ciemnoniebieską sukienką. W pewnym momencie zatrzymałam się na skraju polany - stał na niej drewniany domek z czerwonymi firankami w oknach. Tknięta nieprzyjemnym uczuciem i popędzana odgłosami z puszczy, zapukałam i weszłam. W środku panowały nieprzeniknione ciemności, śmierdziało stęchlizną i czymś słodkim. Macałam po ścianach, żeby na nic nie wpaść - były oblepione czymś oślizłym. Gdy doszłam do małego kamiennego kominka, wybuchnął ogniem. Odwróciłam się powoli w stronę jedynego pokoju, krzyknęłam wysoko - na podłodze leżało siedem zamordowanych karłów, każdy innym kolorze czapeczki. Ściany pomalowane były krwią, napis głosił: "czekamy na ciebie."

Obudziłam się po północy, zlana potem. Wszyscy prócz gospodyni spali na podłodze, jakby uśpieni magicznym zaklęciem. Potrząsnęłam głową, nie mogąc pozbyć się wrażenia grozy i strachu. Huczały mi w głowie słowa: "czekamy na ciebie", choć nie pamiętałam, co mi się śniło. Obok mnie Alistair pochrapywał, szepcząc pod nosem jakieś templariuszowskie formuły. Wstałam powoli i udałam się do kuchni po szklankę wody.
Przypomniało mi się o tajemniczej kopercie, którą przywiozłam ze sobą z Torunia. Tyle się działo, że nie miałam jeszcze czasu sprawdzić jej zawartości. Dopiłam, wstawiłam szklankę do zlewu i cicho poszłam do swojego pokoju. Wyjęłam z plecaka nóż i kopertę, przez chwile wahając się, czy na pewno chcę się dowiedzieć, czyje nazwisko jest w środku. Wsuwałam już ostrze, gdy usłyszałam za sobą męski głos:
 - Festus, co robisz o tej porze? - odwróciłam się szybko, próbując schować pakunek za plecami. Michał stał w drzwiach, oparty jedną ręką o framugę.
 - Och, wstałeś - starałam się zachować spokój. - Matylda przydzieliła ci pokój?
 - Coś tam wspominała. Dlaczego nie śpisz?
 - Miałam zły sen. Zauważyłeś, jak dziwnie wszyscy zasnęli na dole?
 - Koszmar, huh? - Michał wszedł do pokoju i usiadł na tapczanie, ignorując drugie pytanie. Naprawdę zamierzałam się położyć, ale widocznie zebrało mu się na jakieś zwierzenia. Westchnęłam ciężko, odłożyłam nóż na stolik i przysunęłam sobie krzesło. - Mi też się coś źle spało.
 - Może dlatego, że leżałeś bez ruchu przez cztery godziny na podłodze?  - uśmiechnął się lekko.
 - Po co ci nóż? Chyba nie chcesz nas wszystkich pozabijać?
 - Nie… mam nadzieję, że nie - spojrzał podejrzliwie. Zamyślona i zdenerwowana, szybko otworzyłam kopertę. W środku znajdowała się żółta kartoteka, na pierwszej stronie widniało zdjęcie i nazwisko mężczyzny. Zdjęcie i nazwisko Michała.
Próbując zachować kamienną twarz, schowałam kartoteki z powrotem do koperty.
 - Skoro już nie śpimy - zaczął. Patrzył na mnie ze skupieniem  w jego ciemnoniebieskich oczach. - to może pójdziemy się przejść?
 - Nie ma mowy. Jest późno, jeszcze coś się wydarzy.
 - Tylko w nocy można dokładnie poznać okolicę. Jak gdzieś jestem w nowym miejscu, to wychodzę na obchód prawie codziennie - postarałam się o uśmiech. Musiałam pomyśleć, najlepiej było go trochę poobserwować. Miałam mętlik w głowie, ale musiałam grać skupioną - do tego przecież mnie przygotowywali.
 - No dobra, ale żeby nie było, że nie ostrzegałam. Daj mi chwilę, uszykuję się.
 - Spotkamy się za dziesięć minut - i nie czekając na moją odpowiedź wyszedł z pokoju.
Co za dziwny człowiek. On coś ukrywał, a ja musiałam się dowiedzieć, co takiego. Śledził każdy m
ój ruch, a sam chodził lekko i z gracją. Schowałam nóż do cholewy butów, naciągnęłam skórzaną kurtkę i przytroczyłam linę do pasa.
Na dole wszyscy pomału budzili się z letargu. Było w pół do pierwszej, a ponieważ spaliśmy, to chyba nikt nie był zmęczony. Widziałam jak Alistair przeciąga się sztywno.
 - Ale miałem niedobry sen - wysapał. Uśmiechnęłam się, wyglądał całkiem słodko i niewinnie.
Nie musiałam długo czekać. Po chwili zjawił się Michał i wyszliśmy na dwór. Miał na sobie przylegający płaszcz, przez środek piersi przechodził skórzany pas. Nad ramieniem wisiał złocony miecz. Przeźroczyste skrzydła lśniły lekko w słabym blasku ulicznych lamp.
Długo spacerowaliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym konkretnie. Zwiedziliśmy Barcin, co jakiś czas któreś z nas zwracało uwagę na drobne szczegóły. Miasto było spokojne, wdrapaliśmy się nawet na dachy domków. Kłopoty zaczęły się, gdy zeszliśmy na ziemie w pewnym zaułku.
Michał wylądował naprzeciwko mnie. W jego oczach kryły się dziwne iskierki. Był napięty i czujny, jak kot, który szykuje się do skoku na swoją ofiarę.

sobota, 3 maja 2014

Matylda- poszukiwania

Michał zaskoczył mnie na cmentarzu. Postać z Biblii? To nowość.
-Słuchaj, zabiorę cię do mnie i przedstawię pozostałym. Mamy teraz trochę rzeczy w planach. Myślę, że dla ciebie może też się coś znaleźć.- I ruszyliśmy do mojego domu.
Gdy doszliśmy słońce skryło się już za horyzontem. Z wnętrza budynku dochodziły mnie dźwięki pianina. W salonie zastaliśmy same panie.
-Dziewczyny, to jest Michał. Dołącza do ekipy.- Przedstawiłam im w skrócie nowego.- Musimy zawołać chłopaków i poszperać trochę w domu.
-Po co?- zapytała Izka.
-Mam nadzieję znaleźć coś przydatnego w naszej sprawie. Miałam tu wiele książek- Poszłyśmy po chłopaków i podzieliliśmy się na 3 trzyosobowe grupy. Pierwsza: Kaan, Ariel i Kinnat. Druga: Festus, Alistair i Alicja. Trzecia: Ja, Michał i Anders. Grupa pierwsza szperała w mojej domowej biblioteczce. Druga w garażu a my na strychu.
-Więc czego właściwie szukamy?- zapytał Anders gdy byliśmy już na górze. Wciąż było mi go żal po tym jak opowiedział mi jak magia krwi go niszczy. Być może wtedy u Festus postąpiłam zbyt oschle i mogłam nie wyskakiwać z jego łóżka jak oparzona? On poczułby się lepiej, ja straciłabym dziewictwo...
-Eh obojętnie. Byle dotyczyło to baśni.- I tak spędziliśmy na strychu dobre 3 godziny. Wszelkie pudła, skrzynie i szafy zostały ogołocone a książki powyjmowane. Wszystko zabraliśmy na dół. Pozostali już czekali z Alem i Izką, którzy nie poszli na poszukiwania z powodu dolegliwości "Pięknej". Każda drużyna miała obok siebie dość pokaźny stosik książek. Następne 2 godziny spędziliśmy na przeszukiwaniu ich zawartości.
-Matko! To są normalne bajki!- mówiła zrezygnowana Festus.
-Musi coś być. Szukajcie dalej.- odparłam. Nagle Anders podniósł gruby tom w lnianej oprawie z metalowymi okuciami i upuścił ją jakby porażony prądem. Jego dłoń zaczęła dymić. Podbiegłam do niego.- Wszystko w porządku? Co się stało?
-Nie wiem. Zdaje mi się, że na tą książkę została nałożona blokada. Nie dotknę jej bo spali mi rękę.- Na wnętrzu jego dłoni odbiła się jakaś pieczęć, której nie znalazłam na okładce książki. Zdjęłam z nadgarstka bandamkę i zrobiłam mu prowizoryczny opatrunek. Potem podniosłam księgę i otworzyłam. Czułam na sobie spojrzenia przyjaciół siedzących w kręgu na podłodze. W skupieniu przeglądaliśmy pożółkłe strony. Skąd to znalazło się w moim domu? W pewnym momencie odkryłam, że nie mogę odwrócić strony. Na środku napisane było kilka zdań:

A gdy nastanie czas niepewności, zjawią się oni- ci, którzy już żyli i żyją nadal na baśni stronicach narodzą się na nowo, a przeznaczeniem ich będzie świat od złych mocy uwolnić. Będzie ich dziewięcioro a dwóch przybędzie im z innego świata z pomocą. Nauczyć będą musieli się wiele ale ostatecznie będą to wielcy przyjaciele.

Słowa rozbrzmiewały w mojej głowie głosem bez brzmienia. Chodziło o nas? Było nas jedenaścioro. Alistair i Anders przybyli z Fereldenu. Wszystko się zgadzało. Ale co to oznaczało? Zauważyłam, że wszyscy zasnęli na podłodze. Przyniosłam koce i przykryłam ich. Potem zabrałam z apteczki parę rzeczy i opatrzyłam poparzoną dłoń Andersa.

Michał- spotkanie

Dziewczyna usiadła na ławce. Było widać, że była totalnie skołowana. Obserwowałem ją od pewnego czasu. Było w niej coś... innego. Siedziałem pod rozłożystym dębem po drugiej stronie alejki. Wstałem i poszedłem w jej stronę. Położyłem jej dłoń na ramieniu i od razu tego pożałowałem. Kopnęła mnie w piszczel i odskoczyła podnosząc pięści w obronnym geście.
-Przepraszam, przepraszam! Nie chciałem cię wystraszyć!- nie przekonałem jej tym. Mocniej zacisnęła pięści.- ehh... Jestem Michał. Podszedłem bo widziałem, że coś cię trapi.
-I podchodzisz tak do każdej dziewczyny, którą według ciebie coś trapi?- zaśmiałem się pod nosem słysząc jej słowa. Usiadłem na ławce.
-Nie musisz się mnie bać. Wiem, że jesteśmy na cmentarzu ale... ok szedłem za tobą. Ale coś w tobie jest! Nie jesteś tą dziewczyną, która napisała w necie, że jest z bajki? Przypominasz mi ją ze zdjęcia.- przytaknęła.- Więc jestem Michał i wydaje mi się, że mogę być bohaterem... No może nie takiej zwykłej bajki tylko... Biblii.- dziewczyna szeroko otworzyła oczy. Była w szoku. Opowiedziałem jej w skrócie jak znalazłem się w tym mieście a ona powiedziała mi o grupie. Wszystko to było dość dziwne, ale co tam! Raz się żyje!

niedziela, 20 kwietnia 2014

Matylda- spacer

Anders zawiódł mnie tym, że nie chciał powiedzieć mi wszystkiego od razu. Wszyscy musimy sobie ufać. Opierać przyjaźń na szczerości. Ale gdy powiedział, że magia krwi zrujnowała mu życie... Chwyciłam z wieszaka  płaszcz i wyszłam z domu. Słońce zanurzało się już w linię horyzontu, wiatr delikatnie owionął moją twarz chłodem. Przeszłam przez całe osiedle z rękami w kieszeniach. Myślałam o tym gdzie właściwie prowadzą nasze działania. Owszem- byliśmy inni- ale co to oznaczało? Czy zostało nam dane jakieś zadanie? A jeśli tak to czy mu sprostamy? Wiedziona podobnymi pytaniami kłębiącymi się w mojej głowie nie zważałam zbytnio na to gdzie niosą mnie nogi. Zaskoczona podniosłam wzrok gdy rozpoznałam kwiaty rosnące przy cmentarzu. "A jakże"- pomyślałam. Wahając się przez chwilę, podjęłam męską decyzję i weszłam przez furtkę.
-Panienko już zamykamy- usłyszałam głos mężczyzny.
-Tylko chwilkę. Przyjechałam z daleka- uśmiechnęłam się i pognałam dobrze znanymi dróżkami. Tuje, świerki, dęby. Drzewa wypuszczały pąki co zwiastowało rychłą wiosnę. W końcu weszłam w ostatnią uliczkę, którą musiałam przejść by dostać się do grobu mojej babci. Jeszcze parę kroków. Jednak gdy dotarłam już do mogiły nie ucieszyłam się... Z mojej piersi wyrwał się cichy krzyk. To nie był grób mojej babci! Może pomyliłam alejki? Nie- wszystko się zgadzało! Usiadłam bezradnie na ławce i schowałam twarz w dłoniach. Co miałam teraz zrobić? Dlaczego jej tu nie było?

Izka- wieczorek z pianinem

Choć nie widziałam, słuch miałam nadal doskonały, więc gdy tylko weszliśmy do przytulnego mieszkanka Mati, Meridian pociągnął mnie za moją długą, czarną spódnicę do pianina. Byłam zachwycona i natychmiast zaczęłam grać moja ukochaną piosenkę po czym cicho zaśpiewałam. Nagle za plecami usłyszałam
-Hej! Głośniej chce cie usłyszeć!– rozpoznałam głos Ala, zachichotałam i  zaczęłam troszkę głośniej śpiewać
-Trzeba ci przyznać Izka masz talent– powiedziała Alicja- umiesz jeszcze na czymś?– zapytała  innym tonem który wydal mi się dość nieprzyjemny.
-Umiem jeszcze na gitarze i skrzypcach i trochę na wiolonczeli na perkusji tez idzie mi nienajgorzej- odparłam, przerywając grę.
-Ha ha człowiek orkiestra, nie ale poważnie wokal tez masz super!– powiedział Al po czym pocałował mnie w policzek.
Wstałam od pianina i poprosiłam aby mi wskazano kanapę. Gdy już usiadłam usłyszałam jak ktoś gra to chyba była Alicja. Przyznam, mile zaskoczona zaczęłam wymieniać z nią zdanie na temat muzyki dziwne ale chyba mnie polubiła.
Zapadł zmrok, chłopacy poszli do innego pokoju, a my siedziałyśmy w salonie. Całe pomieszczenie wypełniała muzyka Ali, grała piosenkę którą znałam. Gdy skończyłyśmy słuchać jej pięknej gry, Mati zaproponowała damski wieczór z pogaduszkami, wszystkie chętnie się zgodziłyśmy ta noc była naprawdę super.


Izka przepraszam ale musiałam wprowadzić kilka nowych zdań by czytelnicy mogli zrozumieć o co chodzi... Ale zdanie, które zawarłaś w oryginale: "chłopaki poszli już do pokoju, a my siedziałyśmy w pokoju a cały pokuj wypleniała muzyka" jest genialne.   Ale nie podoba mi się wizja wieczoru babskiego. Choć nie wiem jak inni.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Alicja- sunąc po klawiszach

Za oknem zapadał zmierzch, w pokoju panował półmrok, był oświetlany jedynie przez ogień tańczący w kominku. Włosy Ariel, wyglądały jak płomienie, kiedy jasny blask oświetlał jej głowę. Stała przy oknie i wpatrywała się w ciemność, a Izka siedziała na kanapie.  
 Zasiadłam do pianina i nie zastanawiając się, zaczęłam <a href="https://www.youtube.com/watch?v=xIaU7oL2NyM">grać</a>, a kiedy doszłam do pewnego momentu, zaczęłam także nucić, z początku ciszej, a potem mój głos wypełnił cały pokój. Śpiewałam starą, irlandzką kołysankę - <a href="https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=ROPKDUBFsEc">Noble Maiden Fair</a>, przy której usypiałam całe dzieciństwo.

<i>A naoidhean bhig, cluinn mo ghuth
Mise ri d' thaobh, O mhaighdean bhan
Ar righinn oig, fas as faic
Do thir, dileas Fein
A ghrian a's a ghealaich, stuir sinn
Gu uair ar cliu 's ar gloire
Naoidhean bhig, ar righinn go
Mhaighdean uashaill bhan</i>

 Uśmiech zagościł na mojej twarzy, kiedy śpiewałam. Moje palce zatańczyły ostatni raz na klawiszach, kiedy do pokoju weszła Matylda. 
Wstałam i wygładziłam pożyczoną od niej czerwoną spódnicę, a następnie odezwałam się:
 - Matyldo, mam propozycję. Nie znam tu wszystkich, nie wiem, skąd, to znaczy z jakiej baśni wyszli i podejrzewam, że nie każdy zna każdego do końca... - zaczerpnęłam tchu - więc może zwołałabyś...hmmm... naradę? wieczorek zapoznawczy?, żeby każdy mógł się ogarnąć? - skończyłam swój wywód. 
(Matyldo? Izka/? Ariel?)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Anders- rozmowa

 - Masz tutaj całkiem nieźle urządzone - zauważyłem, rozkładając się na łóżku Matyldy. Byłem zmęczony podróżą, ale nie mogłem odpuścić sobie "rozmowy z nią w cztery oczy". Dziewczyna stała przy oknie, obserwując i rozmyślając. Odwróciła się w moją stronę.
 - Całkiem nieźle? - udawała zbulwersowaną, ale wyczułem, że była raczej rozbawiona. - Tyle czasu spędziłam projektując to wszystko, a ty mówisz "całkiem nieźle"? - złapała poduszkę i cisnęła nią w moją stronę. Nie zdążyłem zrobić uniku i poduszka trafiła mnie w sam środek twarzy. Nie zostałem dłużny i rozpętała się prawdziwa bitwa. Byłem pewny, że słyszeli nas w całym domu. W pewnej chwili Matylda zatrzymała mnie gestem i spojrzała mi w oczy.
 - Anders… - zaczęła, gdy zdała sobie sprawę, jak blisko siebie się znaleźliśmy. Podczas mini-potyczki przemieściła się tak bardzo, że teraz praktycznie na mnie leżała. Zmierzyłem ją wzrokiem i uśmiechnąłem się zalotnie, lecz niepewnie. Mati speszyła się, ale nie wstała. Objąłem ją w talii i pocałowałem. Zaczęło się robić gorąco, nasze oddechy przyspieszyły, a oczy i dłonie błądziły po niezbadanych do tej pory terytoriach. Nagle ona spięła się, nie pozwalając mi kontynuować. - Anders, zanim zaczniemy… jedna rzecz nie daje mi spokoju.
Ciężko nabierałem powietrza, z trudem się od niej oderwałem. Pociągała mnie jej sylwetką - smukła, ale wysportowana. Nie wiedziałem, po co zwlekać, ale skoro chciała…
 - Nie wyjaśniłeś mi jeszcze - zaczęła tonem, od którego od razu zrobiło mi się zimno. Cała atmosfera prysła. - sprawy magii krwi.
Westchnąłem ciężko. Cóż zrobić, ot - kobiety!
 - Mati, skoro naprawdę musimy o tym rozmawiać w takim momencie… I skoro naprawdę chcesz wiedzieć… Skoro musimy przez to przechodzić po raz drugi… Skoro…
 - Przejdź do rzeczy.
 - Bałem się, Mati. Bałem się, że nie będziesz chciała. Znałaś ryzyko, wiedziałaś, co się mogło zdarzyć. Dopiero cię uczyłem, nie byłem jeszcze pewien twoich możliwości. Poza tym… - głos lekko mi drgnął, skarciłem się w myślach za tę chwile słabości. Musiałem udawać wrażliwego, ale emocje zaczynały brać górę nad rozsądkiem. - Myślałem, że jeśli nie powiem ci o tym, odsunę to jakoś od nas. Że to przestanie być magia krwi, która zrujnowała mi życie - jeszcze w życiu nie powiedziałem większego kłamstwa. Tchórzostwo z tchórzostwa było gorsze niż tchórzostwo w afekcie, więc wolałem tę drugą, fałszywą wersję. - Wiedziałem, że będziesz chciała ją uratować, ale czy za taką cenę?
Dziewczyna przyglądała mi się niepewnie. Nie wiedziałem, czy wyczuła kłamstwo. A co jeśli tak? Ona tylko uśmiechnęła się boleśnie, pocałowała mnie przelotnie, wstała, ogarnęła się i wyszła z pokoju. Leżałem jeszcze długo w rozpiętej koszuli, przyglądając się miejscu, gdzie jeszcze niedawno widziałem tę nieprzewidywalną, cudowną postać.