sobota, 15 lutego 2014

Kinnat- wpadka przy ćwiczeniach

 - Tak, doskonale - powiedział Anders, poprawiając nieznacznie ułożenie moich dłoni. - A teraz skoncentruj się i unieś tamten wazon. Delikatnie… dobrze. Teraz przestaw go trochę na prawo… Pamiętaj o koncentracji… Za szybko! - malowane porcelanowe naczynie wyleciało przez okno. Jęknęłam.
 - Odpocznij, Kinnat. Trenujesz bez przerwy - zasugerowała Matylda, która tymczasem bawiła się małym błękitnym płomyczkiem. Nie miała z tym najmniejszych problemów.
Usiadłam na kanapie. Nigdy mi nie wyjdzie - myślałam. Już zawsze będę niezdarą, pośmiewiskiem. Toć nawet Matylda lepiej sobie radzi. Może zamiast tutaj powinnam iść od razu do wariatkowa? To był już trzeci wazon. I piąta rzecz, która wyleciała przez okno. Jęknęłam cicho, nie chcąc, aby ktokolwiek to zauważył. Byłam dla nich ciężarem.
 - To co, chcesz spróbować jeszcze raz? - zapytał Anders, uśmiechając się ciepło. Skinęłam głową i wstałam. Stanęłam w wyznaczonym miejscu, ale nie mogłam się skupić.
 - Dobra. Ręce przed siebie - zaczął instruować mnie mag. - Poczuj moc, wypełniającą cię całą. Widzisz tamto zdjęcie? Wisi na ścianie. Chciałbym, abyś spróbowała je zamrozić. Od dołu do góry, jasnym lodem.
 - Na pewno? - wyszeptałam. Próbowałam się koncentrować, nie powinnam mówić nic innego tylko zaklęcia.
 - Tak, spokojnie. Pamiętasz zaklęcie? Skup się… teraz.
 - Du eya car'el vos! - wyskandowałam pewnie. Poczułam, że coś jest nie tak. Uciekło mi za dużo energii. Pokój rozbłysnął białym światłem, wzniosła się mgła. Było zimno.
 - No pięknie! - powiedział Anders i zaczął się śmiać.
Całe pomieszczenie zamieniło się w jedną wielką lodową krainę. Sopelki zwisały z żyrandola, kanapa zlodowaciała. Ze szklanek z wodą do ćwiczeń został drobny maczek. Zdjęcie, nad którym miałam się skupić, zostało nienaruszone.
 - Kinnat! Mój salon! - wyrzuciła z siebie Matylda, chichocząc. Zrobiło mi się głupio.
 - Apostato, co ty wyrabiasz? - między nas wpadł Alistair, za nim szła Festus. Na głowie miała bandaż.
 - To ja… - zauważyłam nieśmiało. Festus parsknęła. Templariusz miał naprawdę głupią minę.
 - Poczekajcie, zaraz to odkręcę - zaoferował mag, szykując kontr zaklęcie.
 - Nie spiesz się tak, czarodzieju - powiedział Al. Zaczął ślizgać się po zamarzniętej podłodze. Po chwili dołączyła do niego Izka, trzymali się za ręce. Alistair zaproponował Festus taniec, a ona lekko zakręcona chwyciła jego wyciągniętą dłoń.
 - Choć, Kinnat - powiedziała Matylda. Tylko Anders stał z założonymi rękami, kręcąc głową i uśmiechając się. Mieliśmy lodowisko! Brakowało tylko muzyki.
W pewnej chwili oberwałam śnieżką. Aladyn już lepił kolejną. Nie zdążył jej rzucić - przeszkodziła mu Festus. Izka wycofała się za lodową kanapę. Zima w pokoju!

Alistair- zajście w zamku

Gdy byliśmy już w ogromnej sali balowej zewsząd wylazły mroczne pomioty. Wyszarpnąłem miecz ukryty w pochwie pod dużą torbą, którą pożyczyła mi Matylda. Zaczęła się walka na śmierć i życie. Siekałem plugawe istoty uchylając się przed ich niezdarnymi ciosami. Gdy wbiłem ostrze w głowę ostatniego potwora rozpłatając ją na dwoje. Z upadającego ciała wyleciało trochę krwistych wnętrzności. Zebrałem trochę krwi do małego flakoniku, który zawsze mam ze sobą. Schowałem miecz. Wszyscy stali oszołomieni. Część osób pomagała Izie. Anders rozmawiał ze strażnikiem. Matylda stała oszołomiona. Kogoś mi brakowało. Zauważyłem Festus leżącą pod szmaragdowo- złotą kotarą. Podbiegłem do niej klękając. Z małego rozcięcia na czole sączyła się krew. Odgarnąłem czarne włosy z jej twarzy i złapałem nadgarstek. Po chwili otworzyła oczy. Miały szarą barwę przywodzącą na myśl spalone pole bitwy. Obraz tak dobrze mi znany.
-Nic ci nie jest?- zapytałem pomagając jej wstać. Pokręciła głową uśmiechając się. Otarłem smużkę posoki z jej czoła i wróciliśmy do reszty. Wyszliśmy z zamku milcząc i przemierzaliśmy zaludnione uliczki. W sklepowych witrynach zalegały sterty czerwonych serduszek i plakatów "walentynki". Anders przyglądał im się zapewne mając w głowie jakiś plan. Właściwie to nie przeszkadzał mi jakoś szczególnie. Być może nawet rozumiałem trochę magów. Ale tylko trochę. Łączyło nas to, że siedzieliśmy zamknięci. Oni w wieży, a my- templariusze- w zakonie Andrasty, świętej prorokini. Weszliśmy do mieszkania. Zjedliśmy obiad. Potem Ariel wyszła po swoje rzeczy do hotelu. Anders ze swoimi uczennicami znów poszli trenować magię a Izka i Aladyn rozmawiali na kanapie w salonie. Poszedłem na piętro i dołączyłem do siedzącej przy stoliku Festus. Usiadłem naprzeciwko niej i uśmiechnąłem. Odpowiedziała mi tym samym.
-Więc co teraz planujemy?- zapytałem.
-No cóż, zapewne zabijemy jeszcze parę pomiotów. Potem odkryjemy parę ciekawych rzeczy, które nas łączą- to znaczy nas wszystkich oprócz ciebie i Anders. Uważamy, że jesteśmy postaciami z baśni.- mówiła uśmiechając się nieznacznie. Zarumieniła się lekko i spuszczając wzrok na dół odgarnęła kosmyk włosów za ucho. Usłyszeliśmy, że coś na dole wybuchło.
-To ten mag! Mówię ci! Jeszcze będą przez niego kłopoty. Ehh... Ale już dobrze. Nie może być tu żadnych kłótni. Chodźmy zobaczyć czy wszyscy są cali.

Ariel- przygotowania do podróży

Całe zajście pod zamkiem było komiczne. To wszystko zamienia się w chorą grę. Al jęczał coś, że Festus zignorowała jego propozycję pomocy, Kinat zaczęła się drzeć. Ludzie to irytujące. Stworki-potworki z gry. Czułam, że to wszystko nie ma sensu. Patrzyłam na wszystko z boku żując moja ulubioną gumę. Wyciąg z wodorostów. Tylko moja siostra taką robi. Po wszystkim wróciliśmy do kamienicy. Ryż z rodzynkami.
- Wiecie, że rodzynki to upokorzone winogrona? - spytałam wydłubując je z ryżu.
Matylda powiedziała, że wybieramy się do jakiegoś Barcina. Dziwna nazwa.
- Muszę wymeldować się z hotelu - zauważyłam, gdy przerwała.
- Ile ci to zajmie? - spytała.
- W tą i z powrotem to będzie nie cała godzina. Najlepiej od razu pójdę - wzięłam moją torbę, a widelec zabrzęczał wesoło obijając się o telefon.
- Ktoś ma z tobą iść?
- Pf... A po co? Nie jestem bezbronną lalunią jeśli nie zauważyłaś.
- To czekamy - zadecydowała Mati.
Włożyłam Sebastiana do torby i wyszłam żwawo przez drzwi. Przez drogę nuciłam kołysankę, którą śpiewała mi mama. Rozejrzałam się w koło, by upewnić się, że jestem sama. Nie licząc tego, że ciągle czułam wzrok "węgorzy", byłam sama. Pozwoliłam sobie na uronienie jednej łzy, którą prędko otarłam.
Recepcjonista przywitał mnie skinieniem głowy. Wbiegłam po schodach prowadzących do mojego pokoju i zakluczyłam się w nim. Usłyszałam tylko ciche przekleństwa za drzwiami.
- Co ona zamierza? - spytałam samą siebie.
Spakowałam wszystko w podręczną torbę. Kilka rzeczy upchnęłam do tej na ramię i byłam gotowa. Na kredensie przy łóżku mamy leżał jej naszyjnik. Pozwijana muszla. Przyłożyłam ją do ucha i usłyszałam szum wody, szczęk paszczy rekina. Uśmiechnęłam się smutno i zawiesiłam go na szyi.
- Jak tu wyjść, wymeldować się i nie dać dorwać tym paskudom? - zamyśliłam się.
Podeszłam do drzwi i wyjrzałam przez szparę w podłodze. Siedzieli oparci o przeciwną ścianę. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Mamy jakąś linę Sebastianie? - rzuciłam w stronę torby.
Krab wyszedł z niej niosąc mi starą, zużytą linę.
- Skąd ona w mojej torbie?
- Tak jakoś - gdyby nie to, że jest on czerwony, na pewno by się zarumienił.
Przywiązałam linę do nogi szafy i wyrzuciłam przez okno. Torba z ciuchami przeleciała przez nie, a ja przeszłam z torebką na ramieniu w ślad za nią.
- Mam złe przeczucia - jęknął krab.
- Siedź cicho.
Opuściłam się sprawnie na dół. W recepcji poszło w miarę sprawnie. "Węgorze" chyba zaczęły coś przeczuwać, bo wychodząc słyszałam ich przekleństwa na schodach.
- To wracamy do reszty Sebastianku. Oby nic się nie stało po drodze.

Izka- mroczne pomioty

Gdy te jak to nazwała Mati pomioty czy coś nas otoczyły byłam przerażona nie wiedziałam co się dzieje ale po chwili Al zawołał
-Uważaj! Izka za tobą !! - opamiętałam się odłożyłam kosz w pośpiechu z Meridianem i Abu zwierzaki  były przestraszone nie miałam czasu ich uspokajać zamachnęłam się na to coś za mną po krótkiej chwili walki leżało a ja popędziłam pomóc reszcie walczyli wszyscy zaciekle i mężnie kiedy nagle poczułam że coś mnie strasznie mocno walnęło w głowę opuściłam się na ziemie nie wiedząc co się dzieje aktualny przeciwnik zamachnął się na mnie gdy leżałam. Zamachnął się bardzo ciężkim z wyglądu przedmiotem. Słyszałam Ala i Kinnat
-Hej Izka proszę odezwij się-wołała Kinnat z dość daleka  nie wiedziałam czy już dostałam czy nie. Nie mogłam otworzyć oczu 
-Izuś proszę no otwórz oczy - słyszałam jak Al woła- no błagam Izka- czułam jego ręce. On mnie chyba trzymał. Powoli się ocknęłam i to co zobaczyłam mnie zamurowało nie to że Al mnie tulił przy sobie chociaż owszem to też ale że to coś czym miałam być uderzona przez ten cień z którym walczyłam zanim coś mnie z tyłu walnęło a Ariel walczy z tym właśnie cieniem który się na mnie zamachał. Ariel ? nie wierzyłam  to było zaskakujące a gdy to coś już pokonała przyklękła nade mną i powiedziała do Ala
-Ok nie dramatyzuj będzie żyć już otworzyła oczy - Al na mnie popatrzył 
-Izka jak my się baliśmy że nie żyjesz całe szczęście..- nadal nie wypuszczał mnie z uścisku a Ariel mimo tego iż wiedziała że nic mi nie jest nadal tam była. Kinnat i Andres ciągle kończyli ze swoimi ostatnimi już " przyjemniaczkami ". Gdy Kinnat skończyła pochyliła się i powiedziała 
-No ok nic ci nie jest to dobrze wstawaj już musimy iść 
-Najwyraźniej nic mi się nie stało dziękuje za troskę- spojrzałam w oczy Ala który się we mnie wpatrywał i uśmiechał trzymając mnie - tak właściwie to od kogo oberwałam?? - odrzekłam patrząc na Andersa 
-Pomiot cię uderzył i upadłaś ale jak na zmiennokształtną jesteś strasznie zwinna i naprawdę dobrze walczyłaś- uśmiechnął się a Aladyn pomógł mi wstać  wzięłam koszyk i już ruszyliśmy aby się ulotnić 
- Na pewno nic cię nie boli/- dopytywała ze szczerą troską matki Kinnat 
- Nie. Na prawdę Kit - uśmiechnęłam się- nic mi nie będzie dziękuje  
-W takim razie dobrze i nie dziękuj nie ma za co ja tylko pytam - i odwróciła się do Ariel której nie zdążyłam podziękować ale za to wiedziałam  komu na pewno dam rade podziękować 
- Już myślałem że nie wstaniesz- powiedział Al w drodze do schludnego mieszkanka Kapturka 
- Martwiłeś się o mnie ? -zapytałam rumieniąc się i spuszczając oczy w drugą stronę mam nadzieje że ładnie 
- Oczywiście że tak jak mogłaś pomyśleć inaczej - odwrócił moją głowę delikatnie  gładząc mnie po policzku nagle chwile się zatrzymał wziął czerwoną jak krew róże i wsunął mi w loki po czym dodał zanim zdążyłam otworzyć buzie
- Nawet nie próbuj dziękować dobrze ?- Pokiwałam głową jak kretynka i uśmiechnęłam się do jego przecudnych czarnych oczu 
 Weszliśmy do Mati po zjedzeniu obiadu zapanował gwar który przerwała gospodyni pytaniem czy chcemy gdzieś jeszcze jechać po drodze trasy Wawa- Barcin. Festus mówiła o Toruniu wtedy wtrąciłam
- Czy mogłabym zajrzeć na cmentarz do Poznania do ciotki..
- Jasne nie ma problemu tam mieszkałaś? - Mati mówiła ze zdziwieniem.
- Nie ja mieszkałam w Bieszczadach w Poznaniu miałam ciocie która zginęła w wypadku - wyjaśniłam
- Przykro nam  ale dobrze skoro chcesz Poznań jest ok - ciepły uśmiech utwierdził mnie w przekonaniu że to mili, naprawdę świetni ludzie szczególnie Al ale tego nikt wiedzieć nie powinien :) Teraz najważniejsze jest to aby podziękować Arielce. Zasłużyła...

piątek, 14 lutego 2014

Matylda- po misji

Ciskałam z rozwartych dłoni stożki lodu zamrażające pomioty. Skąd się tu do licha wzięły? Gdy ostatni padł z odciętą przez Alistaira głową ochroniarz siedzący w kącie podszedł do nas oszołomiony. Templariusz szybko schował swój miecz i złapał jeden z eksponatów.
-Co to było?- pytał pracownik muzeum. Anders odciągnął go kawałek dalej szepcząc coś na ucho. Mężczyzna z kamienną twarzą zawinął truchła pomiotów w jakieś płótna i zabrał je.
-Chodź cie. Festus mamy wszystko?- zapytał mag. Czarnowłosa pokiwała głową i ruszyliśmy do wyjścia. Szliśmy w milczeniu. Każdy z nas patrzył w chodnik tylko Anders idąc obok mnie spogląda przed siebie. Nie wiedziałam co zrobił temu facetowi ale zamierzałam się dowiedzieć. Gdy wróciliśmy do mojego mieszkania cisza zaczęła robić się nieznośna. Stanęłam w progu salonu obserwując milczących przyjaciół wlepiających ślepia w sufit, podłogę albo którąś ze ścian.
-Dość tego!- krzyknęłam.- Nie wytrzymam tej ciszy już ani minuty dłużej! Anders co właściwie zrobiłeś temu facetowi? I skąd wzięły się tu mroczne pomioty?!- wszyscy spojrzeli wyczekująco na maga. Siedział w moim fotelu z Panem Skoczysławem na kolanach.
-Eh... po prostu go zahipnotyzowałem. Prosta sztuczka ale skuteczna. A pomioty? Nie mam pojęcia. Może Jego Miłość ma jakąś teorię?- Spojrzał na Alistaira. Ten zrobił tylko niezbyt mądrą minę i milczał dalej.- No więc właśnie. Być może gdy obydwoje przeszliśmy do waszego świata otworzyło się jakieś przejście i pomioty właśnie przez nie przeszły. Ale to oznacza, że plaga dosięgnie także was. Bo przecież nie wiadomo czy były tylko na zamku.- znów cisza. Wszyscy myśleli nad słowami maga. Oby więcej ich tu nie przyszło.
-Ktoś jest głodny?- zapytałam. Dużo się dziś stało. Zgodnym chórem odparli "tak". Poszłam do kuchni zastanawiając się co mam zrobić. Iza była wegetarianką a podejrzewałam też, że Ariel raczej niechętnie zjadłaby rybę. Wyciągnęłam z szafy ryż. Dużo ryżu. Wstawiłam go do wody i zaczęłam robić sos. Słodki, biały sos z rodzynkami. Mieszając składniki poczułam, że nie jestem sama. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Andersa stojącego w progu. Uśmiechał się swoim zwyczajem a ja poczułam, że znów się rumienię. To było podłe! Szybko odwróciłam się do potrawki.
-Mówiłeś, że jesteś ciekaw mojej kuchni- zaczęłam. Poszedł i oparł się o blat.
-Owszem. Właściwie przyciągnął mnie zapach. Baardzo słodki.- skrzyżował ręce na piersi przyglądając mi się. Zaśmiałam się cicho. Ryż zaczął się gotować. Nałożyłam wszystkim obiad i razem z magiem zaniosłam obiad do salonu. Zaczęliśmy jeść w milczeniu ale już po chwili rozgorzały głośne rozmowy. Wróciłam na chwilę do kuchni i pocięłam spory kawał wołowiny w kostkę. Trochę ją podsmażyłam i położyłam na talerzyku na blacie. Kot zjawił się od razu mrucząc głośno przy jedzeniu. Wróciłam do pozostałych. Zjedliśmy a potem zmyłam naczynia. Wszyscy odpoczywali po posiłku. Usiadłam na krześle.
-Więc ktoś chce jeszcze odwiedzić jakieś miejsce między Warszawą a Barcinem? Myślę, że jutro moglibyśmy wyjechać. Pojechalibyśmy moim samochodem chyba, że ktoś boi się jechać ze mną za kierownicą. Auto jest na 9 osób. To co? Ma ktoś jakieś propozycje?

Festus- inwazja

Stanęliśmy przed Zamkiem Królewskim. Godzina była całkiem niezła - nie za wcześnie, nie za późno. Ludzi też było całkiem sporo.
 - Dobra, słuchajcie - zaczęłam. Widziałam, że byli napięci. - Za kwadrans macie zrobić coś. Tak, żeby odwrócić uwagę strażników. A ja zrobię, co mam do zrobienia. Nie wiem, może Anders coś wymyśli.
 - Chcę iść z Tobą - oświadczyła Matylda.
 - Nie ma mowy - odparłam stanowczo.
 - Jak idzie Matylda, to ja też - wtrącił Alistair. Rycerz na białym koniu, nie ma co.
 - Kiedy zrozumiecie, że będziecie rzucać się w oczy? - coraz bardziej mnie irytowali. Musiałam zachować spokój.
 - Mam co do tego wszystkiego złe przeczucia - zawyrokowała Kinnat. Nie mogłam się nie zgodzić - coś wisiało w powietrzu.
 - Zostanę z resztą, dopilnuję odwrócenia uwagi - łaskawie rzekł Anders.
 - To do dzieła! - powiedziałam, po czym rozeszliśmy się. Matylda z Alisterem nie dali się przekonać i koniec końców poszliśmy we trójkę.
Zlokalizowałam cel jakieś pięć minut przed wyznaczonym czasem
 - Widzicie tamtą gablotkę pod oknem? - zapytałam szeptem.
 - Tę z lusterkiem?
 - Dokładnie. Za cztery minuty zasłonicie mnie, a ja zwinę co potrzeba - zgodziliśmy się skinieniem głowy.
Trzy minuty.
Dwie.
Usłyszeliśmy przeraźliwy, wibrujący krzyk Kinnat. Zaczęła błyskać niebieska magia Andersa.
 - Co się dzieje? - głos Matyldy drżał. Alistair wyciągnął schowany miecz.
 - Mroczne pomioty! - wyjaśnił. Otoczyły nas ze wszystkich stron - obrzydliwe, czarne, paskudne, człekopodobne potwory. Przypomniały mi się wszystkie filmy o apokalipsie zombie, jakie widziałam w życiu. Ludzie zaczęli wrzeszczeć i uciekać. Nieliczni mieli czas i szczęście wydostać się z Zamku. Rozbiłam pięścią gablotkę, schowałam lusterko za pazuchę płaszcza i rozwinęłam linę. Matylda używała umiejętności, których nauczyła się rano z magiem. Alistair rozpłatywał pomioty na dwoje. Ja też na początku całkiem nieźle sobie radziłam, ale szybko zgubiłam rytm. Nagły wybuch rozdzielił nas, polecieliśmy na przeciwne ściany. Eksponaty pospadały z piedestałów. Musiałam uderzyć się w głowę, jedyne co pamiętałam, to głos Alistera wołający moje imię.

Iza- drogi ciąg dalszy

Ok od początku wydawało mi sie to okropnym okropnym pomysłem ale Al mnie przekonał stwierdził ze nie ma co i trzeca troche ryzyka
-Ja naprawde nie powinnam a jak mnie nakryją słuchaj ja kompletnie nie mam nikogo i wogule to pujde do więzienia..-tłumaczyłam gdy nagle mi przerwał 
-Izka masz mnie ok ja cie nie zostawie znam cie krótko owszem ale ja naprawde cie lubie i nie pozwole aby stało sie coś złego  - posłał mi jeden z usmiechów który chwytał mnie za serce 
-Obiecujesz że nic sie nie stanie ?
-Oczywiście że tak- zatrzymaliśmy sie chwile a on złapał moją ręke - Iza ja  wiem że masz ciężko zdałem sobie sprawe no i .. masz dużo na głowie z tą kliniką i ze schroniskiem tej siostry babci no nie ?- w tym momencie jeden z moich kasztanowych loków opadł na twarz Al ku mojemu wielkiemu zdziwieniu uniusł swoją rękę i założył mi lok za ucho zachichotałam gdy potarł kciukiem o policzek spuściłam oczy  i w pewnym momencie nie spostrzegłam a moja ręka ( ta której nie trzymałam koszyka z małpką i pieskiem ) wylądowała na ramieniu chłopaka a on obioł mnie w tali przytulał mnie mówiąc do ucha :
-A pozatym kradłem troche  wiem nie poierasz tego lecz nie zaprzeczalnie   mam doświadczenie i uwież mi akurat wpadki nigdy nie miałem..-czułam jego serce i wiedziałam mimo moich zamkniętych oczu że Alladyn sie uśmiecha mnie samej buzia nie chciała słuchać i szczeże w jego toważystwie byłam odprężona i szczęśliwa a poza tym..
-Rany możecie się nie obściskiwac ludzie ona znowu ryczy czy co ?- nawet nie musiałam otwierac oczu wiedziałam kto to powiedział Ariel na sto procent to  była ta dziewczyna ale ja nawet o niej nie myślałam i naprawde czułam że wręcz przeciwnie ta jej uwaga mnie rozbawiła bo wtedy nie śniło mi sie nawet płakać 
-Mam propozycje zamilcz - Al puścił mnie z uścisku ( musiała go nieżle zdenerwować ta cała Ariel bo pierwszy raz od kiedy go widze jego oczy nie były takie bez troskie  )i zwrócił się do syreny- to że jesteś taka a nie inna nie znaczy że masz poniżać kogoś in..
-Dobrze dosyć okej-przerwał kapturek 
-Okej- rzekł Al  wracając do rozmowy ze mną dalej  to już gadaliśmy w sumie o wszystkim o muzyce o sztuce o tym ze czemu nosze glany do spudnicy..
-Jednego właśnie w tobie nie umiem rozgryźć czemu do diabła nosisz te buty- wzkazał na moje glany które kiedyś ozdobiłam (na lekcjii chemi) małymi stokrotkami z korektora i zółtej farby do drewna 
-Jestem wegetarianką - wskasałam na plecak na którym było pełno naszywek greeanpace i innych organizacji charytatywnych..
-Wow no to ci się chwali -stwierdził ze zdziwieniem 
-Czemu?-zapytałam nie mając pojęcia o co do diabła może chodzić 
- No bo pomagasz swojej ciotce prowadzić schronisko masz własną jklinike i do tego wszystkiego dochodzi informacja że słuchasz ska i jesteś wegetarianką jest jeszcze coś czym chcesz mnie zaskoczyć ??- był wyrażnie rozbawiony 
- Nie hmm.. czekaj chowam zwłoki swoich ogrodników w piwnicy  pełno zwłok - zażartowałam zaśmiał się i powiedział
- No ok nie będe sie wtroncał bo jeszcze tak skończe..ale w sumie dla ciebie może zaryzykuje..
Posłał uśmiech w sumie on zawsze się uśmiechał ale ten uśmiech był naprawde olśniewający
- Więc chcesz być ogrodnikiem ??
- Nie no co ty.. ja  nawet nie odrużniam róży od fiołka- zażartował
- Wiwsz ja wcale ogrodnika nie potrzebuje - popatrzyłam na krzaki pstryknełam i w tym momencie na krzewie wyrosły kwiaty
- Mam tak od urodzenia mama mnie nauczyła coś jeszcze chcesz wiedzieć ??
- Na razie mi Izuś niespodzianek wystarczy..- mrugnął podniusł ręce jakby się poddawał  i wtedy zobaczyliśmy że już jesteśmy na miejscu .. i ja nadal mimo przekonywaj tego przecudnego chłopaka uważam że to zły pomyśł ale coś w środku mi mówiło że mam uwieżyć że będzie dobrze... 
Chyba...