piątek, 14 lutego 2014

Aladyn- droga do zamku

Z Izką świetnie się gadało. Reszta jak widać też dobrała się parami. Alistair szedł z Festus, a Andres z Mati. Kinnat próbował rozmawiać z Ariel, która moim zdaniem, bardziej była zajęta krabem niż rozmówczynią.
- Izka uśmiechnij się - szturchnąłem ja delikatnie - Będzie dobrze.
- Może masz rację. Jednak ja dalej czuję się tu.... no wiesz.
- Myślę, że to przez nią - wskazałem na syrenkę - Tylko ona jest tu nastawiona krytycznie na wszystkich.
Dziewczyna westchnęła ciężko. Wyglądała przy tym tak słodko. Prawdziwa Piękna. Nim się obejrzeliśmy, po drodze było wszystkim do śmiechu dzięki wywrotce Mati, byliśmy pod Zamkiem Królewskim.
- To jest dopiero chata - powiedziałem z podziwem - Jedno wejście i bylibyśmy ustawieni Abu. Trzeba było nam tu wcześniej zawitać, to może poznalibyście nas w porządnych ciuchach - zaśmiałem się do reszty.
- Idiota - podsumowała mnie czerwonowłosa.
- Masz lepkie rączki, co Al? - spytała Festus.
- Szczerze mówiąc niezły jestem w te klocki jeśli potrzebujesz pomocy. Dodam tylko, iż mam nadzieje, że wrócimy do twojego domu Mati.
- Czemu? - dziewczyna przerwała rozmowę z Andresem.
- Zostawiłem tam dywan.
- A nie mówiłam, że idiota - Ariel zrobiła krzywą minę, a ja zgromiłem ją spojrzeniem.
Wyglądała na niewzruszoną tym.
- Myślę, że nie będzie problemu - odparła pocieszająco Matylda.
- To jak Festus? Co robimy? - spytała Kinnat.

czwartek, 13 lutego 2014

Alistair- rozmowa z Festus

Szliśmy parami i czułem się jak przedszkolak. Z tyłu co jakiś czas podejrzałem roześmianych Andersa i Matyldę. Inni jakoś zachowywali się normalnie. Szczerze mówiąc to po prostu się o nią bałem. Naprawdę choć nie wiem skąd mogę ją znać czułem, że byliśmy dobrymi przyjaciółmi. A teraz on jej coś zrobi. Czułem to w kościach. Chciałem ją obronić jak młodszą siostrę.
-Coś taki zamyślony?- wyrwała mnie z zamyślenia Festus.
-Ah nic. Nie wiem skąd ją kojarzę. Ciebie zresztą też.
-Grałyśmy w grę, której bohaterem jesteś- Powiedziała. Zrobiłem minę wyrażającą najzwyklejszy brak zrozumienia. Czarnowłosa zaśmiała się.
-Więc jestem dla ciebie śmieszny tak? Czuję się urażony.- Zrobiłem paradoksalnie nadąsaną minę. Festus złapała mnie za ramie śmiejąc się dalej.
-Przepraszam ale to było śmieszne. Twoja mina.
-A więc jestem z gry komputerowej. To wiem. Ale ty w nią grałaś? Być może właśnie dlatego was pamiętam... Ale Matyldę bardziej.
-To dlatego, że ona gra w nią bez przerwy. Ja zaczęłam niedawno i jeszcze nawet nie przeszłam całej.- tłumaczyła.
-I dużo się stamtąd o mnie dowiedziałaś?
-Czas na ploteczki tak? A o innych też mnie wypytasz?
-Mm taki złowrogi plan. Zamierzam im potem powiedzieć wszystkie paskudne rzeczy, które o nich mówiłaś. Wtedy przestaną cię lubić a ja stanę się ich bohaterem... muhahaha!!- Festus znów wybuchnęła śmiechem. Ja chichotałem chicho dumny z własnego żartu.
-Kiedyś opowiem ci co o tobie wiem- powiedziała zalotnie zatrzymując się przed wysoką kolumną.

Matylda- przybądź do mojego zamku*

Pakowałam moje zeszyty do torby. Pamiętnik, opowiadania, wiersze... Nagle poczułam czyjś dotyk w talii. Podskoczyłam i odwróciłam się gwałtownie z cichym krzykiem. Przede mną stał Anders z tym swoim piekielnym błyskiem w oczach. Uśmiechał się podnosząc ku górze tylko prawy kącik ust... Jak ja!
-Anders!
-Słucham?- zapytał.- To nie ja.- powiedział unosząc ręce. Rozciągnęłam usta w takim samym uśmiechu z jakim on przed chwilą mnie przywitał- tyle, że uśmiechnęłam się na drugą stronę. Porozmawialiśmy chwilę o mojej kuchni (którą ja uważałam z niezbyt imponującą) i zeszliśmy na dół. Chłopak cały czas trzymał się krok za mną. Śmiejąc się dołączyliśmy do reszty drużyny. Wszyscy byli spakowani.
-Myślę, że możemy wyruszyć za jakąś godzinkę- powiedziała Festus.- Muszę jeszcze sprawdzić parę rzeczy. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik.Chwilę później znów każdy zajął się sobą. Poszłam do łazienki i weszłam do wanny. Gdy zamoczyłam włosy woda przybrała marchewkowy kolor. Dwa dni przed przybyciem moich nowych przyjaciół potraktowałam moje włosy szamponem koloryzującym ale jak to zwykle ze mną bywa kolor już zaczynał schodzić. Lada dzień znów będą brązowe z blond pasemkami. Wyszłam z wanny i wysuszyłam włosy. Ubrałam się i wróciłam do reszty. Przysiadłam na kanapie obok Andersa, który uśmiechnął się do mnie zawadiacko. Wybuchnęłam śmiechem zasłaniając usta dłonią. Festus zamknęła laptop i spojrzała na nas.
-Myślę, że możemy już iść.- Wszyscy wzięli swoje rzeczy i wyszliśmy z mieszkania. Zeszliśmy na dół i ruszyliśmy do pałacu królewskiego. Alistair szeptał o czymś z Festus w skórzanej kurtce, którą mu dałam. Anders dreptał obok mnie w czarnym płaszczu mojego brata. Byli w tym samym wieku. Al i Izka rozmawiali z tyłu a Kinnat i Ariel śmiały się idąc przed nami. Poprawiłam pokrowiec do aparatu zwisający na mojej szyi. Jakoś trzeba było udawać turystę. Anders szturchnął mnie i runęłam w krzaki rosnące obok chodnika. Wszyscy wybuchnęli gromkim śmiechem co niektórzy klęcząc. Mag podał mi rękę płacząc ze śmiechu.
-Nie myślałem, że tak łatwo cię przewrócę.
-Byłam zamyślona- rzuciłam naburmuszona i ruszyłam dalej. Pozostali pozbierali się i dogonili mnie. Szliśmy dalej w takim układzie jak wcześniej. Tyle, że ja na końcu. Anders szedł obok mnie spoglądając co jakiś czas na moją kamienną twarz. Wpatrywałam się w ciemność zalegającą mi przed oczami od zbyt długiego patrzenia w jeden punkt.
-Och nie gniewaj się- poprosił ze smutną miną. Milczałam dalej.- Ehh... co mm zrobić? Przepraszać cię na kolanach?- zażartował. Dalej cisza. Inni rozmawiali ze sobą głośno a nasza przewodniczka podśpiewywała coś cicho. Po chwili przyłączył się do niej Alistair. Poczułam, że ziemie odpływa pod moimi stopami i zobaczyłam, że unoszę się w powietrze. Anders podniósł mnie z niezwykłą łatwością szczerząc cały czas się uśmiechając. Ja tym czasem szczerzyłam zęby tłumiąc śmiech.- A więc wybaczasz mi?- zapytał.
-Wybaczam- powiedziałam cicho śmiejąc się. Postawił mnie na ziemię i objął ramieniem. Po chwili spokojnej drogi szturchnęłam go łokciem w żebra. Z pewnością by mi oddał ale właśnie doszliśmy pod Zamek Królewski.



*Co do tytułu opowiadania- "przybądź do mojego zamku" to gra, w którą bawiły się dzieci ze szlacheckich rodów w książce "Gra o tron"

Anders- misja Festus

 - Albo głupia - dodałem z uśmieszkiem. Spojrzała na mnie wymownie. Tak, zarówno języczek, jak i wzrok, miała cięty jak miecz.
 - I chcesz od nas pomocy? - próbowała utwierdzić Matylda.
 - Chcę jechać z wami do Torunia, pokazać parę ciekawych miejsc. Jeśli zechcecie mi pomóc, jutro w południe możemy wyjeżdżać. Po prostu potrzebuję kogoś, kto odwróci uwagę strażników.
 - Masz wszystko, czego potrzebujesz? - zapytała Kinnat. Jakby agentka nie była przygotowana na każdą ewentualność.
 - Oczywiście - spojrzała na mnie, jakby odczytała moje myśli. - Ile potrzebujecie czasu, żeby się poogarniać?
 - Nie wiem, z godzinkę? I tak - na pewno ci pomożemy. Możesz na nas liczyć. - odparła za nas Matylda. Nikt nie protestował, chociaż niektórzy mieli naprawdę nieprzyjemne miny.
Chwilę później rozeszliśmy się, aby się przygotować. Festus dawała wszystkim wskazówki, co może się przydać, a czego pod żadnym pozorem nie powinni brać. Złapałem Matyldę samą u siebie, pakującą jakieś szkicowniki. Podszedłem ją cicho, po czym delikatnie złapałem w talii. Podskoczyła wystraszona.
 - Anders! - krzyknęła wysoko, odwracając się na pięcie.
 - Słucham? - zapytałem niewinnie. - To nie ja.
Uśmiechnęła się ładnie. Bardzo ładnie.
 - Naprawdę jestem ciekaw twojej kuchni, Mati - powiedziałem miękko.
 - Może kiedyś będziesz miał okazję jej spróbować? - odparła tajemniczo, po czym zeszła na dół do reszty. Wzruszyłem ramionami, westchnął i poszedłem za nią - jak cień.

Festus- obdarzenie zaufaniem

Myślałam gorączkowo. Moja misja nie była jakaś bardzo ważna, ale nie mogłam odpuścić sobie zlecenia.
 - Wiecie co… - zaczęłam, gdy Matylda przerwała. - Chciałabym zostać jeszcze w stolicy przez… no nie wiem… kilka dni.
 - Możemy jechać bez ciebie - wyszczerzyła zęby Ariel.
 - Zamknij się, nie możemy - wtrącił Alistair. Nie podejrzewałam go o tak ofensywne zachowanie. Nasze spojrzenia się skrzyżowały.
 - Dlaczego chcesz zostać? - zapytała Matylda.
 - Ona coś przed nami ukrywa - zauważył Anders, mrużąc brązowe oczy.
Założyłam nogę na nogę i oparłam dłonie o kolano. Usłyszałam ciche westchnienie.
 - Jakby to wam powiedzieć… Gdybyście mi pomogli, załatwiłabym to szybciej…
 - Do rzeczy, dziewczyno - ponagliła mnie Kinnat.
 - Jestem… osobą od wykonywania czarnej roboty - Anders syknął.
 - Szpicel - stwierdził cicho, dobitnie.
 - Mów po ludzku - oburzyła się Izka.
 - Festus to agentka - wyjaśniła Mati. - Pracujesz dla rządu?
 - Ano… z czegoś się utrzymywać trzeba - Iza wyglądała, jakby ktoś ją strzelił. Ariel miała oczywiście wszystko w czterech literach, a Aladyn był wyraźnie zachwycony. - Mam małą robotę na Zamku Królewskim, muszę… - zastanowiłam się nad właściwymi słowami. Nie byłam pewna, czy zrozumieją nasz slang, ale zaryzykowałam. - Muszę mieć lepkie palce na pewne lusterko.
 - Chcesz okraść muzeum!? - zbulwersowała się Izunia. Tego mi było trzeba, ciepłej kluchy.
 - Skoro zdecydowałaś się nam o tym powiedzieć, musisz być naprawdę odważna - podsumował mnie Alistair.
 - Albo głupia - wtrącił Anders z uśmieszkiem. Posłałam mu zabójcze spojrzenie, momentalnie się zreflektował.

Matylda- plany

Weszliśmy do mojego mieszkania. Wszyscy usadowili się na kanapach i taboretach w moim salonie. Anders usiadł w moim fotelu.
-Ehem...- odchrząknęłam głośno. Anders spojrzał na mnie. Pozostali rozmawiali między sobą.
-Taaak?
-To moje miejsce- powiedziałam uśmiechając się pobłażliwie. Anders myślał przez chwilę po czym powiedział:
-Możesz usiąść mi na kolanach.- Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Poczułam jak skóra na mojej twarzy napina się i zapewne rumieni. Odwróciłam się i poszłam do kuchni słysząc za plecami cichy chichot maga. Przyniosłam wszystkim po szklance soku pomarańczowego i ciasteczka. Przyniosłam z mojego pokoju krzesło i usiadłam na nim. Pan Skoczysław wskoczył mi na nogi.
-"Podoba ci się"- powiedział do mnie kot.
-Wcale nie- wysyczałam przez zęby tak by inni nie usłyszeli. Rozciągnął się wzdłuż krzesła.
-"Mów co chcesz ja i tak wiem swoje"- Powiedział i zasnął.
-A więc moi drodzy- zaczęłam zwracając na siebie uwagę wszystkich zebranych.- Chciałabym was poinformować...
-To brzmi jak wyrok- powiedziała Festus.- Nie możesz po prostu powiedzieć co i jak?
-No więc chcę pojechać do mojego domu po parę rzeczy. Myślę, że jeśli ktoś z was chce odwiedzić jakieś miejsce to też możemy w nie pojechać. Tylko mi powiedzcie.
-Ja chciałabym podjechać do mojego mieszkanka w Toruniu- powiedziała czarnowłosa.
-Ktoś jeszcze?

Alistair- droga powrotna

Czerwonowłosa zrobiła awanturę. Odeszła na chwilę a gdy wróciła poszliśmy coś zjeść do jakiegoś Makdonalda czy coś w tym stylu. Jedzenie było niezbyt wytworne. Jako król Fereldenu jadałem o wiele lepsze rzeczy. Potem poszliśmy dalej. Wracaliśmy do mieszkania rudej, chyba Matyldy. Nie wiem skąd ale zdawało mi się, że ją znam. I tę drugą też- Festus. Przyglądałem im się w drodze. Matylda rozmawiała z tym apostatą. Cały czas żartowali a ona co jakiś czas lekko się rumieniła. Nie sposób było nie zgadnąć o czym rozmawiają. Zastanawiałem się co zrobi jak już zdobędzie jej serce. Czarnowłosa szła milcząc na boku. Podszedłem do niej.
-Hej- przywitałem się. Podniosła głowę spoglądając mi w oczy. Napotkałem jej spojrzenie pełne tajemniczości, którą nagle zapragnąłem rozwiać. Chciałem ją poznać. Uśmiechnęła się.
-Hej. Co tam? Dziwna z nas paczka co?- zapytała.
-W istocie. Jeszcze nigdy nie spotkałem tak nierozgarniętych ludzi. No może oprócz Sandala.
-Kogo?- zastanowiła się chwilę.- Nie znam go.
-Sandal to syn pewnego kupca. Jest... niezbyt inteligentny. Ale jest świetny w zaklinaniu. Zaklina broń, pancerze jest w tym naprawdę świetny.- wytłumaczyłem. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i odgarnęła luźny kosmyk włosów, który spłynął jej na twarz. Poczułem, że zrobiło się ciut niezręcznie. Po dłuższym czasie w końcu dotarliśmy pod imponującą kamienicę. Weszliśmy po schodach na samą górę i znaleźliśmy się w mieszkaniu. Rozsiedliśmy się wszyscy w salonie.